środa, 22 marca 2017

WŁOCHY - "BUT" 2017 - WPROWADZENIE

Włochy - "but", 4-11 marca 2017

Pomysł narodził się zupełnie spontanicznie. Naszym (moim i Karoliny) planem na wczesną wiosnę było zwiedzenie południa Indii, korzystając z ważnej do końca marca wizy. Ze względu na splot różnych okoliczności w lutym wiedziałyśmy już, że wyjazd ten nie dojdzie do skutku. Niemniej jednak byłoby dobrze już gdzieś pojechać. Moje podróżnicze uzależnienie nie pozwala mi usiedzieć w Polsce dłużej niż kwartał, zaczęłam więc rozglądać się za czymś fajnym a jednocześnie niskobudżetowym. Zastanawiałam się nad różnymi opcjami, od Hiszpanii aż po Liban, ale ostatecznie padło na włoskie Bari. Zadecydowała głównie cena i to, że lot był z Katowic. Zawsze ciekawiło mnie, co kryje się we włoskim bucie :)

Jedzenie
Ten wyjazd z założenia ma być tak niskobudżetowy jak to możliwe. Pakujemy więc do naszych podręcznych plecaczków Wizza płatki owsiane, ciastka zbożowe, pumpernikiel, bakalie, parówki, kabanosy i sery w plasterkach. Ma to nam wystarczyć na tydzień śniadań i kolacji zakładając kosztowanie lokalnych specjałów w ramach obiadów. Bez problemu dałyśmy radę.

Spanie
W samochodzie. Wynajęłyśmy wprawdzie Fiata 500 (bo najtańszy), ale jesteśmy tylko dwie, więc powinnyśmy się zmieścić. Po cichu przypuszczam, że pewnie i tak (jak w przypadku większości wyjazdów) dostaniemy w tej cenie jakieś lepsze auto. Rzeczywiście pan w wypożyczalni ma cały wachlarz różnych Fiatów i Peugeotów. Wybieramy największy spośród tych o najniższym spalaniu, czyli Peugeota 208. Prawie nowy - przejechał tylko 2000 km. Tym bardziej jesteśmy zdruzgotane, że jest cały porysowany, a na jednym z boków ma odbity czerwony lakier z jakiegoś innego auta (pamiętajcie, żeby biorąc samochód dokładnie zaznaczyć w protokole wszystkie usterki). Dobrze, że wykupiłyśmy ubezpieczenie wkładu własnego. Wynajęcie auta na tydzień kosztowało nas równowartość 250 zł i dodatkowe 190 zł na to ubezpieczenie (zawierane nie bezpośrednio w wypożyczalni ale jeszcze w Polsce, w ramach opcji do wynajmu). Uznałyśmy, że warto, bo wiemy już co nieco o włoskim stylu jazdy (a zwłaszcza parkowania, ale o tym jeszcze napiszę), a wkład własny był dość wysoki (1800 euro).
W Peugeocie 208 spało się bardzo wygodnie. Podobnie jak w moim prywatnym autku tutaj też były bardzo ergonomiczne siedzenia. Jedynym minusem była mała kierownica, która trochę utrudniała ułożenie nóg (zazwyczaj śpię z nogami na desce rozdzielczej, wsadzonymi do kierownicy, a tu - z braku możliwości rozłożenia nóg "zakokonionych" w śpiworze trzeba było je trzymać gdzieś po bokach co na dłuższą metę źle robi na biodra). A może to ja się już starzeję :P Nie wiem czy wiecie, ale pisząc te słowa jestem już po trzydziestce... O dżizas...

Trasa
Początkowo rozważałam jazdę na Sycylię albo w okolice Neapolu, ale w oba te miejsca też latają tanie Wizzy, więc zamiast się gonić warto te rejony zostawić sobie na przedłużone weekendy. Skoncentrujmy się więc na samym bucie, który kryje wiele urokliwych miejsc. Starałam się zaplanować trasę tak, żeby pochodzić sobie na spokojnie wąskimi uliczkami włoskich miasteczek, posłuchać szumu morza, zwiedzić romantyczne starówki czy posiedzieć przy latte. Żeby się nie szarpać ani nie spędzać całych dni w samochodzie. Nie zawsze było to możliwe, bo swoje jednak trzeba przejechać, ale starałam się, żeby każdego dnia zwiedzić chociaż kilka ciekawych miejsc.
Nasza trasa wyglądała mniej-więcej tak:



Z kilku zaplanowanych punktów celowo zrezygnowałyśmy:
- Metaponto (antyczne kolumny - musiałybyśmy do nich specjalnie jechać, a nie było to chyba nic szczególnego),
- Catanzaro (rozważałam to ze względu na Parco Della Biodiversita Mediterranea, ale postanowiłyśmy nocować w La Castella żeby zobaczyć zamek w dzień, więc na Catanzaro zabrakłoby czasu),
- Roghudi (strasznie mi było szkoda opuścić to miejsce, ale żeby zobaczyć wioskę musiałybyśmy tam spać i czekałaby nas konieczność spędzenia pół kolejnego dnia w aucie pokonując trasę która była zaplanowana na przejazd nocą),
- Potenza (miasto w górach, przejeżdżałyśmy tamtędy - nic specjalnego),
- Melfi (miasteczko jak miasteczko, choć na dość ładny zamek);
- Venosa (jest tam zamek, opactwo świętej Trójcy, termy i amfiteatr - zdjęcia z neta nie powalały),
- Trani i Molfetta (ładne miasteczka, ale chciałyśmy ostatniego dnia skoncentrować się na Bari).

Koszty
Zaplanowałyśmy wydanie nie więcej jak 1000 zł. Biorąc pod uwagę średnie koszty na osobę, wyszło nam niecałe 950 złotych, na co składa się przede wszystkim:
188 zł - bilety na samolot (uwzględniając moje zniżki w Wizz, które pozwoliły nam zaoszczędzić po stówie na osobę);
230 zł na osobę - wynajęcie auta wraz z ubezpieczeniem wkładu własnego;
128 euro - benzyna (przejechane 1850 km, średnio po 1,52 za litr);
16 euro na osobę (13 euro ulgowy) - bilet do Groty Castellana;
25 euro na osobę - jedzenie i picie (pizza to koszt ok. 5 euro, lody 2 euro, kawa 0,8-1 euro);
15 euro na osobę - pamiątki (chociaż z 30 wydanych euro tak z 28 przypada na mnie :P).

Wyposażenie
Poza jedzeniem i śpiworem (ciepłym!) praktycznie do plecaka nie zmieściło się nic więcej. Upchnęłam tam jeszcze latarkę i podstawowe rzeczy higieniczne (w tym mokre chusteczki, bo w taką pogodę raczej nie ma co liczyć na prysznic na plaży), większość ubrań i lustrzankę ubierając na siebie. Przeszło :) W drodze powrotnej miejsce jedzenia zastąpiły pamiątki, więc wracam też "na cebulkę". W gruncie rzeczy to całkiem dobra decyzja, bo do Polski w międzyczasie powróciła zima ;)




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz