Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kampot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kampot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 30 listopada 2015

KAMBODŻA 2015 - dzień 10

wtorek, 3 listopada 2015

Kampot -> Kep -> Koh Tonsay

Na dziś mamy w planie zwiedzić Kep (i pobliski park narodowy) i wyspę Koh Tonsay, czyli słynną Rabbit Island. Najpierw jedziemy na targ w Kep po jakieś lokalne przysmaki na śniadanie. Większość z nas próbuje owoców morza, mi generalnie wystarczy, że sobie na nie popatrzę ;) Decyduję się więc na pieczonego banana i ciastka z nieznaną zawartością.











W porcie w Kep wynajmujemy łódkę (nie pamiętam już za ile, ale wychodziło niedrogo, jakieś parę dolarów za osobę) i płyniemy na wyspę Koh Tonsay.






Na wyspie jest przecudnie, trochę żałujemy, że nie zostajemy tu na noc. Leżymy cały dzień na leżakach, popijamy kolorowe drinki i kąpiemy się w ciepłym morzu. Ahh...




Po powrocie z wyspy idziemy do knajpy w Kep na kraby i inne przysmaki.


A to mój Lok Lak:



Gdy kończymy jeść, zaczyna padać. Postanawiamy ruszyć pomimo deszczu, ale okazuje się na tyle silny, że jesteśmy zmuszeni zatrzymać się w jednej z przydrożnych restauracji i przeczekać ulewę. Parkujemy więc motorki, w międzyczasie biegną do nas kelnerzy z parasolkami. Dostajemy też ręczniki. Wypijamy kawę, w międzyczasie deszcz staje się mniejszy, jedziemy więc z powrotem, bo dziś nasza ostatnia noc w Kampocie. Wieczorem zamykamy nasze rachunki. Za trzy noclegi, jedzenie (chociaż jadłam tam tylko chyba jedno śniadanie) i cały alkohol placę łącznie 22 dolary. Wychodzi 30 zł na dzień, czyli tanio. Jutro wybieramy się do Sihanoukville.

KAMBODŻA 2015 - dzień 9

poniedziałek, 2 listopada 2015

Kampot i okolice

Dziś wynajmujemy sobie pięć skuterów. Chcemy zwiedzić plantację pieprzu i jaskinię Phnom Chhngok. Najpierw ruszamy na poszukiwanie plantacji. Gdy dojeżdżamy na miejsce, podchodzi do nas jakiś facet. Okazuje się, że to Niemiec, właściciel owej plantacji. Zaprasza nas do zwiedzania i woła swoją pracownicę, żeby nas oprowadziła. Mogliśmy też kupić świeżo zebrany i wysuszony pieprz (6 dolarów).






Z plantacji pieprzu jedziemy do jaskini Phnom Chhngok. Wstęp kosztuje dolara. Okazuje się, że nie ma tam żadnej "turystycznej" ścieżki, tylko trzeba się wspinać po kamiennych ścianach. Super! Drogę wskazują nam dzieciaki, które ze zwinnością kozicy górskiej skaczą po stromych ścianach. Doprowadzają nas do miejsca, w którym trzeba przecisnąć się przez bardzo ciasne otwory skalne. Dzieciaki dają z tym radę, ale my niestety jesteśmy za duzi. Szukamy więc innego przejścia, które doprowadzi nas do wyjścia z jaskini. Fantastyczne doświadczenie. Warto poszwędać się dłuższą chwilę wśród skalnych korytarzy. Koniecznie zabierzcie ze sobą czołówkę i pełne buty.











Po zwiedzeniu jaskini ruszamy w drogę powrotną.




Nadszedł czas na tankowanie naszych maszyn.Wizyta na "stacji benzynowej" jest przeżyciem samym w sobie, zresztą zobaczcie sami:




Wieczór spędzamy - podobnie jak poprzedni, kąpiąc się w rzece, pijąc piwo i chillując się.

Skuterki zostawiamy sobie jeszcze na jutro.

KAMBODŻA 2015 - dzień 8

niedziela, 1 listopada 2015

Kampot

 Z samego rana wsiadamy w busa i jedziemy do Kampotu, miejscowości położonej na południu Kambodży nad rzeką Tuek Chhu. Planujemy tu zostać kilka dni, bo to świetne miejsce wypadowe do wycieczek. Wolne miejsca znajdujemy w hostelu Banyan Tree tuż przy rzece. Prowadzi go bardzo sympatyczna młoda Niemka. Śpimy w słomiano-bambusowym domku na mega wysokich piętrowych łóżkach z moskitierami.
Postanawiamy zostać tu dziś cały dzień i oddać się kąpielom w rzece (ciekawe, czy są krokodyle) i błogiemu nicnierobieniu.

A to kluska na parze (w środku mięso) kupiona na dworcu. Takie przerośnięte Chinkali :)

To nasz domek wewnątrz:

I na zewnątrz:






Jutro zamierzamy wynająć skutery i pojeździć nimi trochę po okolicy.